Gazeta Polska

GABINET CIENI UNII WOLNOŚCI
SENATOR KUTZ - ZAWRÓCONY Z PRL?

Senatorem Unii Wolności w województwie katowickim oraz szefem sztabu Leszka Balcerowicza został znany reżyser Kazimierz Kutz. Poglądy polityczne tego twórcy i niektóre fragmenty życiorysu znacznie odbiegają od wizerunku prezentowanego w jego filmach. Prawdopodobnie będzie rzecznikiem koalicji partii Balcerowicza z SLD oraz przeciwnikiem współpracy z prawicą.

Znany reżyser urodził się w 1929 r. w tradycyjnej rodzinie śląskiej. Oznaczało to z jednej strony przywiązanie do katolicyzmu a z drugiej często zaburzone poczucie tożsamości narodowej. Na Górnym Śląsku zdarzały się rodziny częściowo polskie, a częściowo niemieckie. Istniała również grupa unikająca jakichkolwiek deklaracji narodowych nazywająca siebie Ślązakami.

Po ukończeniu Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej w Łodzi w 1954 Kazimierz Kuc (taką wtedy stosował pisownię nazwiska) związał się z Andrzejem Wajdą. Pracował jako asystent reżysera i drugi reżyser przy filmach "Kanał", "Cień" i "Pokolenie". Później ich drogi rozeszły się, a nawet można było mówić o wzajemnej rywalizacji. Pierwsze samodzielne filmy Kutza ("Krzyż Walecznych, "Nikt nie woła", "Ludzie z pociągu") przeminęły bez większego rozgłosu. Film "Nikt nie woła" spotkał się z ostrą krytyką ("Jak długo jeszcze państwo będzie dawało pieniądze na fanaberie małego Kazia? - Krzysztof Teodor Toeplitz). Po latach reżyser uznał, że przyczyną ostrego ataku na film była kończąca się odwilż popaździernikowa. Został zlikwidowany rodzący się bunt młodych gniewnych: "Chcieliśmy się zbuntować przeciw temu, co było przed Wajdą i co już Wajdą było. Była to pora aby sformułować własny, polski język filmowy. Wiedzieliśmy, że to co robimy jest szaleństwem, za które nawet możemy siedzieć. Ale mieliśmy po 30 lat i wiedzieliśmy, że to ostatni moment. (...) Gdyby ten film nie miał przez 25 lat zakazu pokazywania go za granicą, bylibyśmy po prostu pierwszymi w Europie, którzy zaczęli operować nowym językiem. (...) Podejrzewam, że byłbym dzisiaj sławnym człowiekiem." (wywiad dla "Filmu" nr 6 z 1997).

Po tej porażce rozpoczął się sukces trylogii śląskiej na którą składały się "Sól ziemi czarnej", "Perła w koronie" i "Paciorki jednego różańca".

WYSZEDŁEM ZE ŚLĄSKA

- tak można zdefiniować kredo artystyczne reżysera. "Śląsk pozostał wielką boleścią, nieszczęściem, wielkim niezrozumiałym regionem. Nie rozumieli go Niemcy, nie rozumiał Piłsudski i tak samo nie rozumieją i nie rozumieli nadal współcześni. Ja się tym Śląskiem ekscytowałem, przeszedłem swoistego rodzaju olśnienie, które zaprowadziło mnie w świat swoich filmów." ("Śląsk-wielka boleść" wywiad z K.Kutzem "Katolik" z 22-29.XII.1985 nr 51-52). Reżyser zaczął wielką karierę w 1965 filmem poświęconym obrazowi Śląska przedwojennego - oczywiście biednego i wyzyskiwanego. Filmy Kutza dotyczyły głównie dozwolonych politycznie elementów patriotyzmu. Można było kręcić filmy antyniemieckie więc i promować tradycje powstań śląskich (oczywiście z uwzględnieniem braku pomocy ze strony burżuazyjnej Polski). Jego protektorem był Jerzy Ziętek wojewoda a zarazem jeden z niewielu komunistycznych władców ogromnego województwa katowickiego (obejmowało dzisiejsze opolskie, częstochowskie i bielskie) o śląskim rodowodzie.

W latach 1972-1978 Kutz był kierownikiem Zespołu Filmowego "Silesia", jedynego zespołu filmowego poza Warszawą. "Znakomity reżyser filmowy, (...) który po licznych sukcesach powrócił na rodzinny Śląsk i tu odzyskał twórczą wenę; nie bez pomocy Ziętka realizował świetne filmy "śląskie": "Sól ziemi czarnej", "Perła w koronie", "Paciorki jednego różańca". Już w odejściu swego protektora z urzędu wojewody w 1975 Kutz widział wielką stratę dla Górnego Śląska. Gdy Ziętek umarł, dla wybitnego reżysera "wszystko przestało w ogóle mieć sens i marzenia rozsypały się w nicość." (Jan Walczak "Generał Jerzy Ziętek").

W tym czasie twórczość Kutza stanowiła jeden z wielu dodatkowych elementów propagandy politycznej ekipy Gierka, wykorzystującej w ramach koncepcji "jedności moralno-politycznej narodu" powstania śląskie i elementy propagandy antyniemieckiej. Temu służyła np premiera "Soli ziemi czarnej" w rocznicę wkroczenia do Katowic wojsk sowieckich: "Realizacja filmu przypadła bezpośrednio na okres po roku 1970, po strajkach w Polsce. Pewna grupa polityków odeszła, przyszła nowa i ... o zgrozo, moja osobę zaczęto kojarzyć z ekipą władzy w Polsce. Mówiono nawet, że ja robię tym wszystkim zmianom artystyczne opakowanie, że jestem cząstką tej grupy Zagłębiacy-Ślązacy, tego co określano "mafią śląską". ("Śląsk-wielka boleść" wywiad z K.Kutzem "Katolik" z 22-29.XII.1985 nr 51-52). Teoria reżysera o nawiązaniu do grudnia 1970 jest nieprawdziwa - planował film o strajku już wcześniej: "W tej chwili pracuję nad nowelą do filmu, który stanie się niejako dalszym ciągiem "Soli ziemi czarnej", z tym samym bohaterem. Akcja będzie rozgrywać się w latach 30-tych. Będzie to wielki proletariacki poemat: historia strajku okupacyjnego i głodowego." ("Trybuna Robotnicza" 30.01.1970 r.).

Jerzy Ziętek stał się dla K.Kutza idolem wychwalanym publicznie. W 1981 katowicki tygodnik "Panorama" zamieścił pierwszy szkic pochwalny o byłym wojewodzie. W 1987, dwa lata po śmierci protektora, reżyser zamieścił w "Polityce" tekst "Człowiek, któremu się udało" udawadniający, że

KOMUNISTYCZNY APARATCZYK TO KONRAD WALLENROD ŚLĄZAKÓW

pragnący zmazać swoją rzekomą zdradę Korfantego w młodości wieloletnią pracą w totalitarnym aparacie władzy dla dobra swoich ziomków. Wojewoda Ziętek miał stanowić typowego Ślązaka - uległego każdej władzy ale po cichu realizującego swoje sprawy. Tekst wywołał burzę a wiele jego tez zakwestionowano jako niezgodnych z faktami.

Duża część mieszkańców regionu ocenia nieżyjącego wojewodę Ziętka pozytywnie. Niemniej jako komunistyczny funkcjonariusz zachował wierność PZPR do samego końca, był w stanie wojennym członkiem Rady Państwa. W tym roku radni Bytomia głosami mieszkańców Radzionkowa (dawnego miasta, gdzie J.Ziętek był wójtem przed 1939) odrzucili projekt przywrócenia imienia byłego wojewody jednemu z osiedli.

Z powstaniem Zespołu Filmowego "Silesia" reżyser wiązał duże nadzieje: "Była to wielka szansa na nadrobienie ogromnych zapóźnień tego regionu w rozwoju duchowym, kulturalnym, artystycznym, bo tu dominowały zawsze tylko tony węgla i stali, zza których nie można było dostrzec człowieka. Zespół Filmowy "Silesia" był tylko pretekstem (...) za którym musiałoby pójść pewne szersze myślenie, a także inwestycje aby stworzyć regionalną, nowoczesną bazę dla filmu i telewizji, dla ruchu twórczego wokół nich. (...) Słowem, była to wielka szansa na autentyczny, twórczy ośrodek regionalny, by na mapie kultury polskiej znalazło się, oprócz Warszawy, jeszcze cos innego, właśnie tutaj, pod bokiem Krakowa.

Przedstawiłem sporządzone przeze mnie plany ówczesnemu I sekretarzowi partii w Katowicach Zdzisławowi Grudniowi, przedstawiłem w KC Janowi Szydlakowi, tłumacząc że powinien coś dla Śląska zrobić i oczywiście ... nic z tego nie wyszło. (...) Udaremnienie mojego zamierzenia było jedną z moich większych klęsk życiowych. (...) musze teraz znowu wyjechać ze Śląska, ponieważ przestałem wierzyć, że tu w ogóle można cokolwiek zrobić. " ("Śląsk-wielka boleść" wywiad z K.Kutzem "Katolik" z 22-29.XII.1985 nr 51-52).

W historii "Solidarności" ogólnopolskiej autorstwa Jerzego Holzera, regionalnej pióra Zdzisława Zwoźniaka oraz podziemnej J.Holzera i Krzysztofa Leskiego nie wymieniono nigdzie Kazimierza Kutza. Nie ma go także w książce Józefa Gajewskiego o podziemnych wydawnictwach. W 1981 został internowany, ale zwolniono go po czterech dniach. Przyczyny internowania nie są jasne do dziś. Jesienią 1981 odbyło się pierwsze i ostatnie spotkanie Komitetu Stowarzyszeń Twórczych w Katowicach. Na czele komitetu stanął K.Kutz, planowano zorganizowanie sejmiku kultury śląskiej. Komitet odbył tylko jedno spotkanie.

"Kazimierz Kutz został zwolniony z internowania w wyniku interwencji biskupa Herberta Bednorza." - wspomina Andrzej Sobański, wówczas współprzewodniczący Biskupiego Komitetu Pomocy Internowanym i Ofiarom Stanu Wojennego w Katowicach. "-W marcu 1982 wraz z nieżyjącym członkiem komitetu księdzem Tomaszem Oskarem odwiedziłem obecnego senatora prosząc o wsparcie Komitetu Pomocy Internowanym swoim nazwiskiem. Pan Kutz wysłuchał co mamy do powiedzenia, po czym oświadczył, że w niczym takim nie będzie uczestniczył. Zdziwiło mnie to, biorąc pod uwagę komu znany rezyser zawdzięczał zwolnienie z internowania". Dr Andrzej Sobański przez wiele lat był przewodniczącym NSZZ"Solidarność" Politechniki Śląskiej, obecnie jest członkiem Zarządu Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ"Solidarność". Nie pamięta aby kiedykolwiek później reżyser Kutz zaangażował się w pomoc internowanym. Kilka lat później K.Kutz zamieszkał w Warszawie w tzw. "Zatoce Czerwonych Świń". Jego sąsiadką jest Olga Lipińska.

W drugiej połowie lat 80-tych K.Kutz zostaje jednym z założycieli Towarzystwa Przyjaciół Śląska z siedzibą w Warszawie (inni to m.in. pisarze Jan Szczepański i Tadeusz Kijonka, kompozytor Piotr Paleczny, aktor Franciszek Pieczka). Prawdopodobnie pierwszą akcją przyszłych twórców Towarzystwa był wysłany w marcu 1985 memoriał do gen. Jaruzelskiego w sprawie zmian polityki kadrowej i gospodarczej na Śląsku - przede wszystkim chodziło o zwiększenie reprezentacji ludności śląskiej. List podpisali głównie funkcjonariusze PZPR. Kilka lat później K.Kutz został laureatem nagrody owego Towarzystwa. Przewodniczącym Towarzystwa do dziś jest Józef Musioł, w 1981 wiceprezes Stronnictwa Demokratycznego oraz podsekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości. TPŚ należało do środowisk quasi-opozycji typu PAX czy ChSS, interweniowało w sprawie likwidacji absurdów komunizmu w granicach możliwości pierjestrojki. Nieformalnym organem TPŚ jest miesięcznik społeczno-kulturalny "Śląsk". Redaktorem naczelnym "Śląska" jest Tadeusz Kijonka, w latach 1985-1989 poseł PZPR. Gośćmi ostatniej uroczystości wręczania nagród TPŚ byli m.in. minister i posłanka SLD Barbara Blida oraz pisarz socrealizmu Wojciech Żukrowski. Jak informuje "Śląsk": "K.Kutz rozmawiał też z minister Barbarą Blidą o zbliżającej się kampanii wyborczej podczas której, na prośbę L.Balcerowicza, będzie wspomagał go w zdobyciu mandatu poselskiego ze Śląska."

W 1989 reżyser dokonał nieoczekiwanej wolty. Zmienił nazwisko i został

SKRAJNYM AUTONOMISTĄ

a jego poglądy bulwersowały sympatyków "S" i prawicy. W wywiadach jeżeli twórca zszedł na politykę, narzekał na Polskę lub centralistyczne rządy wyniszczające Śląsk. Retoryka często robiła wrażenie przesadnej a w ustach człowieka mieszkającego w Warszawie.

W przedrukowanym przez "Śląsk" wystąpieniu na inauguracji Uniwersytetu Opolskiego przedstawił własną interpretację historii regionu i relacji Śląska z Polską: "Bo Polska już w średniowieczu odwróciła się plecami do swoich rubieży zachodnich i trwa to poniekąd do dziś. A jeśli się już obkręca na Śląsk, to po to, aby z niego coś wycisnąć, na przykład węgla czy stali. (...) Jest to historycznie utrwalony model traktowania Śląska przez Niemców, można go nazwać patrzeniem na szkapę. Polska przedwojenna, powojenna odziedziczyła ten sposób traktowania, ta współczesna też się tego trzyma. (...) Górny Śląsk (...) gdy spojrzeć na jego wielowiekową przeszłość, to przylega on bardziej do historii Europy, niż do historii Polski. Śląsk był czechizowany, germanizowany i repolonizowany, ale mimo to zachował swoją odrębność, swoją starą kulturę, język i swój styl. Swoją etniczność śląską. Nie wiadomo, czy gdyby Śląskowi dane było stworzyć własne elity, nie mielibyśmy własnej państwowości. Śląsk nigdy nie czuł się dobrze, ani w Czechach, ani w Niemczech, ani w Polsce. (...) Kojarzę to z niedawną publiczną wypowiedzią jednego z byłych ministrów z gabinetu Jana Olszewskiego, który obwieścił, że największą zawadą na drodze ku Europie jest Górny Śląsk, i najlepiej byłoby się go pozbyć. To jest zupełnie nowa myśl! Oto mamy przykład finalnego myślenia kolonialnego. Klondaike się wyeksploatowało - Klondaike się porzuca! (...) Tak więc, droga Ślązaków ku Polsce jest swoista i całkowicie odmienna - i do dziś niekoherentna - z doświadczeniami historycznymi innych części Polski (...) Toteż, kiedy w 1922 roku Górny Śląsk, po sześciu wiekach stawał się częścią Drugiej Rzeczypospolitej, ujawniła się rychło jej prawie patologiczna ułomność, którą nazywam polskim kompleksem odwróconych pleców. (...)

Mieć Ojczyznę to znaczy być u siebie, (...) to znaczy samorządzić się, kształcić i mieć otwartą drogę do awansów na równych prawach z innymi. Chcieli demokracji i sprawiedliwości (...) i te dwa pryncypia kojarzyli z Polską; [Przed 1939] Wobec Ślązaków zastosowano sposób, jako jeszcze niedawno praktykowany był w Północnej Ameryce wobec ludności murzyńskiej. (...) Najważniejszym nakazem rodzących się elit będzie umacnianie tego co rodzime, śląskie; (...) uczestnictwo we wszystkich ogniwach władzy i niwelowanie polskiego kompleksu odwróconych pleców. (...) Polska, a z nią autonomiczny Śląsk, wchodzi w Europę Ojczyzn. Na tej drodze Ślązacy po raz pierwszy nie powinni dać się wyręczać innym. (K.Kutz "Kompleks odwróconych pleców", "Śląsk" nr 4/18, kwiecień 1997). Klimat wypowiedzi K.Kutza powoduje, że zdziwiony jestem iż

NIE ZOSTAŁ CZŁONKIEM NARODU ŚLĄSKIEGO

założonego przez działaczy Ruchu Autonomii Śląska.

Kazimierz Kutz związał się z kierownictwem telewizji w czasach Drawicza i został szefem ośrodka telewizji w Krakowie. Z tego czasu zachował krytyczne opinie o ekipie Walendziaka jak i prawicy postsolidarnościowej "Jest w nich coś z "dzieci pułków" legionów Piłsudskiego. Oni rzeczywiście odziedziczyli całą mizerotę światopoglądową tamtej formacji, chęć do rządzenia i prawicowość ze skłonnością ku nacjonalizmowi. Ale w istocie, choć wszyscy są tak młodzi, są z historycznej rupieciarni. (...) Ich namaszczone przyznawanie się do polskiego katolicyzmu (...) objawiało się krańcową nienawiścią do conajmniej 10 milionów współplemieńców. Pan Cejrowski - ich kamień milowy - jest w istocie współczesną mutacją Ryszarda Filipskiego i niczym ponadto, bo i historyczny kompost był tożsamy, i wścieklizna identyczna. (...) Ale Filipski jako osoba nie był aż tak" obsceniczny" jak Cejrowski. (...) Dlaczegóż to jedna kanapowa partia chadecka nie schodziła z ekranu, a ich dyżurni przedstawiciele namawiali do krucjaty w guście dość poweimarskim? (...) W imię czego rozmowy o życiu bieżącym przybrały formy przesłuchań niezbyt demokratycznej policji? [to o "Pulsie dnia" - autor] (...)

Warunek dobrego spełnienia służby publicznej ma ścisły związek nie tylko z tzw. szerokimi horyzontami umysłowymi, ale przede wszystkim z bezinteresownością i wspaniałomyślnością. A oni działali w jednej przegródce politycznej, w której pobrzękuje echo wypraw krzyżowych. (...) U pampersów, niejako w "okopach", wartości te były odcedzane, bo oni byli kształtowani na "nie", zamiast na "tak". Oni PZPR nauczyli się traktować jak NSDAP i do głowy im nie przyszło, że trzeba będzie

Z BYŁYMI POLSKIMI KOMUNISTAMI WSPÓŁRZĄDZIĆ

współżyć i współmieszkać. (...) Alergenem pampersów jest komunizm; dlatego tak łapczywie żywią się XIX-wiecznym patriotyzmem niepodległościowym, takowym katolicyzmem, co na gruncie rzeczywistości istniejącej przejawia się infantylną mentalnością "obrony ostatniej reduty" i nieustającą flegmą nacjonalistyczną: stąd ich agresja i skłonność do nienawidzenia ludzi o innym światopoglądzie. Dlaczego tak równie naturalnie, co często "goebbelsują". (...) W piaskownicy nie daje się dzieciom do zabawy granatu. Ale jest taki co to zrobił i nazywa się Lech Wałęsa." (felieton "Tren nad grobem pampersów", "Kino" 1996). Pampersi dla Kutza niemal w niczym nie różnią się od propagatorów stanu wojennego: "To był też "stan wojenny" i trwa poniekąd do dziś. Znów zaczął się sezon na janczarów. Tym razem mieli przejąć czwartą władzę, czyli telewizję. Zorganizowali się tajnie i zadaniem ich było wyrugowanie ekipy Drawicza, by z osiągnięciem mety przez Wałęsę zawładnąć telewizją. I tak też się stało. To desant pampersów właśnie. Wiem coś o tym, bo jako ówczesny dyrektor krakowskiego ośrodka TV znalazłem się w tym młynie i jako osoba lojalna wobec Drawicza znalazłem się za burtą. (...) Przeciwko garniturowi Mazowieckiego, który składał się z weteranów opozycji antykomunistycznej o prowieniencjach lewicowych, uformowano prawicową młódź. (...) Tak więc okoliczności i mechanizm - wbrew pozorom - karier chłopców stanu wojennego ze zjawiskiem pampersów jest dość zbieżny. Podobna potrzeba, siłowość i nienawiść do przeciwników." (felieton "Wyżęci z cudzych skarpetek", "Kino" 1996). Opinie nie zaskakują biorąc pod uwagę fakt że, w innym felietonie K.Kutz przedstawił swoje lektury: "Z prasy trzy dzienniki ("Wyborcza", "Rzeczpospolita", "Trybuna"), by mieć całe spektrum polityczno-ideowe opinii medialnych, do tego zawsze co miesiąc nową "Kulturę" pana Giedroycia, no i tygodnik Toeplitza, Urbana, a także "Tygodnik Powszechny". Potem lustruję kioski z książkami i wyłapuję nowalijki wyrosłe na polskim kompoście - Przybora, Michnik, Kąkolewski." (felieton "Sonderpreis", "Kino" 1996).

Powód do sporu znalazł się jeszcze jeden. W 1996 K.Kutz wyprodukował dla telewizji serial według powieści Jarosława Iwaszkiewicza "Sława i chwała". Perypetie filmu również stały się przedmiotem felietonu. "W tych peregrynacjach nieustannie natykam się na cały labirynt barier. (...)" [Iwaszkiewicz] "Uchodzi on dla wielu za wasala poprzedniego reżymu, co miałoby go dyskwalifikować jako pisarza. (...) Wszystkie ciotki i wujkowie "rewolucji", którym przez sześć lat nie udało się wyjść z okopów stanu wojennego, nie dostrzegły, że pan Jarosław był i jest coraz większym pisarzem. (...) Barierą kolejną była osoba adaptatora czyli KTT." (felieton "Kurna chata", "Kino" 1996). Ciekawe, czy K.Kutz zakwestionowałby liczne opinie Stefana Kisielewskiego w jego pamiętnikach, gdzie określa wielokrotnie Iwaszkiewicza jako filar PZPR w środowisku literackim. Powieść Iwaszkiewicza krytycznie zrecenzował Ryszard Legutko: "Pamiętam "Sławę i chwałę" jako książkę kiepską literacko, a na dodatek politycznie asekurancką. (...) Generalnie obraz inteligencji wydał mi się fałszywy, skonstruowany po to, by - w celach pochlebczych - pokazać jej historycznie naturalne podejście do akceptacji nowego ustroju. (...) Iwaszkiewicz uważał, że taka inteligencja [przedwojenna], jeśli się postara, może zadomowić się w nowym ustroju."

W 1994 zrealizował film "Śmierć jak kromka chleba" poświęcony tragedii górników na kopalni "Wujek". Jednak już w 1996 został doradcą premiera Cimoszewicza. Pikanterii sytuacji dodawał fakt, że w tym czasie na ekranach był "Pułkownik Kwiatkowski" - satyra na absurdy stalinizmu czy "Zawrócony" - przebudzenie świadomości człowieka pogrążającego się w zniewoleniu komunizmem ulegając pokusie kariery.

W jednej ważnej sprawie K.Kutz odstaje od typowego Ślązaka - jest ateistą. "Nie śledziłem dokładnie transmisji z wizyty, bo byłem w rozjazdach. Ale mogę powiedzieć jedno: było to pożegnanie Ojca Świętego z Ojczyzną. W ogóle od pewnego czasu zauważyłem, że papież zaczął żegnać się ze światem.

Jestem osobą niewierzącą, dlatego treści religijne nie docierają do mnie. Natomiast sam papież jest wielkim showmanem. Sam siebie kreuje. Wielki aktor. W tym starym czlowieku iskrzy się bardzo fajny facet." ("Superexpress" nr 134). Trzeba przyznać - ostatnie zdanie to chyba pochwała...

Przyjmując funkcję szefa sztabu kampanii Balcerowicza K.Kutz został

PROMOTOREM SPADOCHRONIARZA

Ślązak Kutz jako promotor warszawiaka Balcerowicza
Ślązak Kutz jako promotor warszawiaka Balcerowicza

czyli kandydata mieszkającego poza swoim okręgiem wyborczym. W województwie katowickim kandydaci tego typu są oceniani źle - nawet Sejmik Samorządowy ostatnio podjął uchwałę wzywającą do popierania wyłącznie kandydatów mieszkających w regionie. W wypadku K.Kutza wielokrotnie podkreślającego winę Centrum czy Polski wobec Górnego Śląska taka postawa świadczy o kompromitacji lub kolejnym zwrocie o 180 %. "Mówienie o tym, że posłowie spoza województwa źle będą reprezentować interesy tego regionu jest dla mnie przykładem czystego zidiocenia" - powiedział K.Kutz na konwencji UW w Katowicach. Również Kazimierz Kutz wybrał katowicką agencję reklamową Polmedia na organizatorów kampanii wyborczej swojej i Leszka Balcerowicza. Obecnie agencja odpowiada za wizerunek Unii Wolności, a jej szef i właściciel dr. Bohdan Dzieciuchowicz został doradcą wicepremiera Balcerowicza.

W cotygodniowym felietonie na łamach "Dziennika Zachodniego" (załatwionym na potrzeby kampanii w sierpniu tego roku) K.Kutz podjął ten temat w tekście "Sprawa Leszka Balcerowicza". Wykazał się kilkoma rzeczami. Po pierwsze - ignorancją polityczną, bo nieprawdą jest że "Sejmik Śląski jest konglomeratem partii - takich jak ROP - partyjek, "Solidarności" i organizacji społecznych - takich jak AWS - ale i Związku Górnośląskiego." Katowicki sejmik od 1990 jest zdominowany przez Związek Górnośląski i organizacje pokrewne, dlatego Ślązacy nie potrzebują "zawróconych wyzwolicieli uciskanego ludu śląskiego" z Warszawy.

K.Kutz prezentuje również swoją wizję AWS: [Krzaklewski] "Zorganizował AWS, która jest zlepkiem prawicowych organizacji i partyjek, przytułkiem zagubionych liderów rozciapanych po wewnętrznych bitwach, i pojedyńczych frustratów. (...) w sumie (...) coś w rodzaju posierpniowego "Volksturmu" (...) Ten związkowo-emerytalny strumień zmierzający ku władzy - i łaknący jej jak deszczu - jest z natury swojej postsocjalistycznym tworem roszczeniowym. Toteż może rychło dojść do tego - gdy władzę zdobędą - że pociąg, którym teraz jedziemy zacznie się cofać do tyłu. (...) Zapowiadają ponadto, że pójdą pod rękę z ROP-em i PSL-em." ("Dziennik Zachodni" 29.08.1997 r.). O SLD w felietonach K.Kutz jeszcze złego słowa nie napisał - nie są dla niego przeciwnikami?

Na ataki Kutza na prawicę odpowiedzieli na łamach "Dziennika Zachodniego" kandydaci AWS - Przewodniczący Sejmiku Samorządowego Janusz Frąckowiak (NSZZ"S") i mecenas Leszek Piotrowski (PC-AWS). Leszek Piotrowski zaproponował debatę kandydatowi UW na katowickim rynku. Jednak reżyser

NIE PODJĄŁ WYZWANIA

woląc nadal atakować prawicę za pośrednictwem mediów: "Poprzedni sejm był ciekawszy, chociażby dlatego, że były w nim wyraziste osobowości, np. Adam Michnik. Teraz zachodzi obawa, że przyszły sejm może być jeszcze bardziej jałowy. Wiadomo już, że będzie tam spora grupa AWS-u, co może być swoistym odintelektualizowaniem izby, chociażby w języku, umiejętności argumentacji - będzie uboższe." (wywiad dla tygodnika lokalnego "Tydzień w Jaworznie" nr 7, 18-24.09.1997 r.).

Taki był generalny styl kampanii K.Kutza - brak propozycji programowych, niewybredne ataki na przeciwników i preferowanie socjotechniki. Balcerowicz i Kutz byli prezentowani jako "Paciorki jednego różańca" w zdjęciu z Biblioteką Śląską w tle. Dyrektor Biblioteki Jan Malicki złożył protest w sprawie bezprawnego wykorzystania jej wizerunku przez UW.

Po wyborach "Dziennik Zachodni" początkowo obwieścił nieprawdopodobny sukces Kutza i nowy rekord w skali Polski - 600 tysięcy głosów. Jednak po dokładnych przeliczeniach okazało się, że Kutza poparło jedynie 464 tys. wyborców czyli tylko o 10 tys. więcej od prof. Augusta Chełkowskiego z AWS. Rekordzistami pozostali senatorowie Komitetu Obywatelskiego "Solidarność" z 1989 (Chełkowski, Piotrowski i Andrzej Wielowieyski) z poparciem ponad 800 tys. i Zbigniew Religa z 1993 (ponad 500 tys.).

Program wyborczy K.Kutza sprowadzał się do dwóch spraw - obrony interesów Górnego Śląska oraz poprawy sytuacji kultury. K.Kutz na razie pomysłowością i oryginalnością nie wykazał się: "Będę się starał zmontować w nowym parlamencie silną grupę poselsko-senatorską działającą na rzecz katowickiego" ("Dziennik Zachodni" 23.09.1997). "Koncepcja skupiania wszystkich śląskich parlamentarzystów w grupę przeciwstawiającą się reszcie kraju to stary i nieskuteczny pomysł wymyślony w 1991 w środowiskach Związku Górnośląskiego." - ocenia poseł Czesław Sobierajski, prezes katowickiego Porozumienia Centrum. - "Różne partie mają różne pomysły na Śląsk. Znacznie lepsze rozwiązanie to przekonanie do koncepcji restrukturyzacji Śląska i Zagłębia dużego ugrupowania politycznego - np. takiego jak AWS. Taką drogę obrało PC w 1993 uchwalając swój program regionalny oraz NSZZ"Solidarność" i inne ugrupowania tworząc Kontrakt Regionalny dla Województwa katowickiego."

Duży sukces senatora Kutza to przeforsowanie na funkcję szefa telewizji katowickiej Andrzeja Janickiego, wcześniej zastępcy redaktora naczelnego "Trybuny Śląskiej", dziennika sympatyzującego z SLD. Janicki został wybrany w Radzie Nadzorczej TVP głosami SLD i UW. Formalnie wysunęło Janickiego katowickie Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich kierowane m.in. przez Wojciecha Sarnowicza - byłego szefa telewizji katowickiej i kandydata do Sejmu z listy Unii Demokratycznej w 1981. W.Sarnowicz w 1981 był razem z Kutzem w komitecie stowarzyszeń twórczych. Na spotkaniu w katowickim EMPiK-u K.Kutz oficjalnie poparł kandydaturę Janickiego. Ten fragment wycięto z relacji telewizyjnej.

W jednym z felietonów senator Kutz zapowiedział

ZERWANIE KOALICJI Z AWS

z powodu wyboru na funkcję szefa senackiej komisji kultury felietonistki Radia "Maryja" Krystyny Czuby: "Udział w komisji kierowanej przez panią Krystynę Czubę byłby dla mnie fizjologicznie niemożliwy. (...) Sytuacja jest taka, że w komisji kultury nie ma żadnej znaczącej postaci ze świata kultury. Senat, którego marszałkiem została Alicja Grześkowiak, sprawia w tej chwili wrażenie prezentu dla Radia Maryja. AWS ma 51 % i automatycznie rozdaje wszystkie stanowiska. Poczułem się zwolniony z obowiązku koalicyjnej lojalności." ("Gazeta Wyborcza" 13.11.1997 r.). Ostatni ruch polityczny senatora Kutza to podpisanie listu w obronie "Wiadomości Kulturalnych". Tej decyzji odpowiada skład forum kultury formowanego w regionie przez senatora UW - skupiającego "siłę spokoju" i SLD.

Rektor Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej Telewizyjnej i Teatralnej prof. Henryk Kluba zakończył mowę uzasadniającą nadanie doktoratu honoris causa K.Kutzowi cytatem: "Nadmierne pragnienie władzy powodowało upadek aniołów". Zaryzykował również ocenę życiorysu politycznego reżysera: "Wreszcie może być i tak, że "Zawrócony" to sam Kazimierz Kutz w krzywym zwierciadle." (Henryk Kluba "Ten zuchwały Kutz", "Kino" nr 4/97). Kutz jako nawrócony marksista i były "budowniczy drugiej Polski" to dobry współpracownik Balcerowicza i propagator pojednania "partii inteligencji" z SLD. Wszak całe zło świata widzi tylko po prawej stronie sceny politycznej. A jeżeli zgodnie z hasłem wspólnej kampanii Kutz i Balcerowicz są jak "Paciorki jednego różańca" - z UW ani w prawo, ani do przodu tylko w lewo.

Najbliższy film reżysera zapewne będzie nosił tytuł "Kampania prezydencka Leszka Balcerowicza". Ale "Sławę i chwałę" już nakręcił ...

Piotr Pietrasz

"Gazeta Polska" 24.06.1998 rok

« Wracaj

Copyright © 2005-2010 Piotr Pietrasz