STANISŁAW BAREJA (2)
MÓJ MĄŻ JEST Z ZAWODU DYREKTOREM

"Zadania, jakie życie stawia przed problemem zagospodarowania przestrzeni użytkowej, zwiększyły szeroki krok frontu budowlanego. Przykładem tu będzie koncepcja urbanizacji dzielnicy Michałów, która koliduje z ogólną koncepcją nakreśloną w lutym ubiegłego roku"

Z wystąpienia zawodowego dyrektora z filmu "Poszukiwany, poszukiwana".

Początek lat 70-tych okazał się bardzo trudny dla Stanisława Bareji. Podczas narady władz kinematografii poświęconej kondycji polskiego kina znany i słuszny politycznie reżyser Kazimierz Kutz (premiera "Soli ziemi czarnej" w rocznicę wkroczenia do Katowic wojsk sowieckich) użył terminu "bareizm" jako synonimu szmiry, kina pozbawionego wszelkich wartości artystycznych. "Była w łódzkiej szkole filmowej grupka przyjaciół, nazywała się według ówczesnej mody "Kolektyw". (...) Otóż mieliśmy taki pamiętnik, gdzie każdy wpisywał swoje pomysły, uwagi, żarty. (...) Ja miałem skłonność do humoru absurdalnego - ten rodzaj żartu nazywano bareizmem." Atak byłego kolegi ze studiów Bareja odebrał osobiście a skutki były bardzo bolesne - nastąpiła czteroletnia przerwa w realizacji filmów i odrzucono kilka scenariuszy. Od czasu pamiętnego wystąpienia twórca "Misia" nie podał już nigdy Kutzowi ręki. Rok po premierze komedii "Poszukiwany, poszukiwana" film "Przygoda z piosenką" został uhonorowany główną nagrodą na Ogólnopolskim Festiwalu Kiczu Filmowego organizowanym pod patronatem Socjalistycznego Zrzeszenia Studentów Polskich. Teza o kiczowatym bareiźmie jako symbolu tandety była powtarzana później wielokrotnie - jeszcze w wywiadach z końca lat 70-tych Stanisław Bareja odpierał tego typu zarzuty.

"Moje pierwsze filmy były słodkimi komediami, aż w końcu zaczęło mnie to mdlić i postanowiłem dodać trochę goryczy." - tak reżyser uzasadniał zmianę stylu. Na transformację stylu Bareji wpłynął Jerzy Dobrowolski - wybitny aktor, reżyser i satyryk. Dobrowolski po 1956 r. stworzył nowatorkie kabarety Koń i Owca, pełnił funkcję kierownika redakcji rozrywki w telewizji. Kabarety zlikwidowały władze, a w 1963 r. Dobrowolski został usunięty z telewizji. Grał w "Rejsie" i "Zezowatym szczęściu". Pierwszym filmem z oznakami szczególnego stylu Bareji był "Poszukiwany, poszukiwana" (1973). Scenariusz filmu napisany wspólnie z Jackiem Fedorowiczem powstał na kanwie autentycznego wydarzenia opisanego przez żonę reżysera, kustosza oddziału rzeźby w  Muzeum narodowym. Bohaterem filmu jest Stanisław Maria Rochowicz (gra go Wojciech Pokora), pracownik muzealny, który pewnego dnia został oskarżony o kradzież zaginionego obrazu. Za brak płótna w magazynie muzeum, Rochowiczowi grozi 5 lat więzienia. Bohater przebiera się on za kobietę i ucieka, by w spokoju namalować replikę obrazu i podrzucić do magazynu. I to początek serii scenek prezentujących realia epoki Gierka w krzywym zwierciadle. Sam pomysł aby instytucja służącej w PRL (to burżuazyjne słowo zastąpiono określeniem gosposia lub pomoc domowa) mogła mieć takie powodzenie i tak dobrze zarabiać był niezwykły. "To historia wzięta z życia, oparta na pamiętniku dziewczyny, która po skończeniu studiów i nie mogąc otrzymać pracy w swoim kierunku specjalistycznym zaczęła pracować jako pomoc domowa." - twierdził reżyser.

Galerię postaci w "Poszukiwany poszukiwana" rozpoczyna małżeństwo mające problem z gosposią, która rzuciła pracę ale nie mieszkanie (problem mieszkaniowe to temat następnego filmu "Nie ma róży bez ognia"). Bardzo ważnym pracodawcą Marysi był naukowiec (Mieczysław Czechowicz) rzekomo badający "zawartość cukru w cukrze" a w rzeczywistości pędzący bimber na skalę przemysłową, a po zdemaskowanu próbujący się z Marysią ożenić. Na potrzeby "badań" Marysia wykupuje w mieście dziesiątki kilogramów cukru, co prowadzi do wydarzeń jakie rozgrywały się po wprowadzeniu kartek na cukier w 1976 r. Ostatnim ale najsłynniejszym chlebodawcą Marysi jest człowiek, będący "z zawodu dyrektorem", grany rewelacyjnie przez Jerzego Dobrowolskiego. Dyrektor pierwotnie miał być wysokim urzędnikiem państwowym, ale realia PRL uniemożliwiały realizację tak odważnego pomysłu. Zmieniający branże jak rękawiczki bohater pisze przemówienia partyjną nowomową. Bareja poznaje Stanisława Tyma - na sugestię Dobrowolskiego, że Tym koniecznie musi zagrać, reżyser zapytał "A czy musi zagrać cały on, nie może tylko jego kawałek ?". W filmie zagrały ręce Tyma przystawiając pieczątki do obrazów. Spora część filmu została nakręcona w mieszkaniu reżysera. Za "Poszukiwany, poszukiwana" Stanisław Bareja otrzymał wyróżnienie na mało znanym festiwalu w Nowym Jorku. Do historii polskiej komedii przeszła scena zamiany przez dyrektora na planie miejscami jeziora i pawilonu handlowego. Zawartość cukru w cukrze weszła na trwałe do mowy potocznej.

Drugi film Stanisława Barei, napisany do spółki z Jackiem Fedorowiczem, to  "Nie ma róży bez ognia" (1974) - wariacja na temat peerelowskich kłopotów mieszkaniowych. Małżeństwo Filikiewiczów gnieździ się w jednym ciasnym pokoju w willi. Pewnego dnia odwiedza ich niejaki Malinowski, który powodowany nostalgią za czasami dzieciństwa, spędzonymi w tej właśnie willi, proponuje zamianę mieszkań. Tak oto szczęśliwi Filikiewiczowie przeprowadzają się do przestronniejszego mieszkania w bloku. Ale razem z nimi wprowadza się Jerzy Dąbczak (Jerzy Dobrowolski), były mąż Wandy Filikiewicz, mający papiery meldunkowe razem z Wandą. Zdenerwowany Janek Filikiewicz (Jacek Fedorowicz) podejmuje kolejne próby pozbycia się sublokatora, jednak porażki i absurdalność przepisów meldunkowych (scenariusz filmu był konsultowany z adwokatem) powoduje, że lądują w mieszkaniu z meldunkiem kolejni krewni znajomi Dąbczaka spoza Warszawy. Jak wspomina żona reżysera, w  filmie Stanisław Bareja wykorzystał własne doświadczenia - do 1962 r. Barejowie mieszkali wspólnie z córką w kołchozowym mieszkaniu-pokoju o powierzchni 11,4 m2. Życiową rolę zagrał Jerzy Dobrowolski jako Dąbczak, cwaniak ale inteligentny i sympatyczny. Do filmu wprowadzono sceny wzorowane na amerykańskich filmach z  lat 20-tych i 30-tych jak walka Janka z podnoszoną lodówką, cieknącym kranem czy wiadrem. Tytuł pochodzi od plutonowego Krzysztofa Kowalewskiego, który powiedział dwa przysłowia na raz. Tak oto z "nie ma róży bez kolców" i "nie ma dymu bez ognia" powstał niezwykły tytuł.

Stanisław Bareja nakręcił również dla telewizji film "Niespotykanie spokojny człowiek" (1975). To klasyczna komedia omyłek wg scenariusza Andrzeja Mularczyka, twórcy trylogii o Kargulu i Pawlaku. Rolnik nie chce dopuścić, by jego syn wyjechał do miasta i zostawił ojcowiznę. Film udany ze świetną rola Janusza Kłosińskiego. Jednak film można uznać za pozostający poza głównym nurtem rodzącego się właśnie stylu Bareji.

Jednym z ulubionych zajęć Bareji było kolekcjonowanie gagów i dowcipów - zaczął to robić jako uczeń. Swoje filmy na kolaudacjach przedstawiał cenzorom jako komedie interwencyjne poruszające ważne problemy społeczne. Każdy kolejny film szedł dalej w prezentowaniu absurdów rzeczywistości PRL-u. Bareja realizował w latach 70-tych swoistą karykaturę filmu dokumentalnego tamtych lat. Wiele pomysłów Bareja czerpał z oglądanych filmów - uważał, że można sporządzić 20 wzorcowych scenariuszy komedii, które będą się powtarzać a zmieniać tylko realia. W dwóch omówionych filmach coraz więcej występuje elementów stylu Bareji - funkcjonowanie w filmie licznych odrębnych scenek gagów prezentujących najrozmaitsze absurdy. "Świat, w którym żyjemy, oparty na szlachetnej utopii, która nie zdała egzaminu praktycznego, ale okazała się nader udana dla podporządkowania społeczeństwa, dzięki wprowadzeniu tysięcy nowych zarządzeń, zakazów, ustaw ograniczających prawa człowieka, których łamanie czy obchodzenie daje możliwość egzystencji - stwarza dla scenarzysty olbrzymie pole do budowania konstrukcji dramaturgicznych (.) Tego może nam pozazdrościć Zachód." - zanotował reżyser w konspekcie wykładu na temat komizmu.

Piotr Pietrasz

Jaworznicki Sokół", miesięcznik Miejskiego Centrum Kultury i Sportu w Jaworznie, nr 2(49), marzec 2006 r.

« Wracaj

Copyright © 2005-2010 Piotr Pietrasz